poniedziałek, 5 stycznia 2015

Jedenasty : Tak będzie lepiej.

-Lea!
Słyszysz jak zza masywnej ściany, znajomy głos. Nerwowo poruszasz się, starając otworzyć ociężałe powieki. Nie dowierzasz, gdy dostrzegasz nad sobą twarz Marinusa.
-Przecież…przecież Ty…
Bełkoczesz , bacznie się Mu przyglądając. Dopiero po chwili dostrzegasz , że znajdujesz się w swoim pokoju. Kręcisz głową, otulając obolałe skronie , dłońmi.
-Co się tutaj dzieje?
Pytasz cicho, spoglądając  kątem oka na swojego przyjaciela. Milczy. Zagryzasz wargę, odwracając wzrok.
-Nie mogę odejść. Chciałem. Sądziłem, że tak będzie lepiej, ale twoje łzy. One, pozwolił Mi zrozumieć, że to porażka. Jeszcze większa niż twój związek z Andreasem.
Szepcze cicho. W myślach analizujesz każdego, Jego słowo. Docierając po krótkim czasie do ich sensu. Podnosisz się delikatnie ze swojego miejsca. Nie zważasz na silny ból, przeszywający twoje ciało. W obecnej chwili liczy się dla Ciebie tylko On. Układasz swoja dłoń na Jego ramieniu, opierając swój podbródek o Jego głowę. Zaciskasz swoje powieki, starając się nie płakać.
-Byłeś przy Mnie zawsze , gdy tylko Cię potrzebowałam. Nie odmawiałeś Mi pomocy czy nawet głupiej rozmowy. Jestem Ci za to wdzięczna…,ale nie wiem czy potrafiłabym Cię pokochać.
Mówisz, a każde z wypowiadanych słów zadają Ci ból. Nie chcesz ranić Marinusa. Zależy Ci na Nim. Może nawet bardziej niż na Andreasie? Stop. Oddalasz się od bruneta, starając się zająć miejsce obok Niego. Sięgasz po Jego dłoń, zaciskając ją z całych sił w uścisku. Nienawidzisz siebie za to. On zasługuje na wszystko co dobre, a Ty po prostu zadajesz Mu ból. Nie czujesz się z tym dobrze,  gdybyś tylko mogła, zrobiłabyś wszystko, a by dostrzec ten pokochany przez siebie uśmiech na Jego wargach.
-Uśmiechnij się. Uśmiechnij się , proszę.
Szepczesz cicho przez łzy, spoglądając na Jego twarz. Blady grymas pojawia się na Jego wargach.  Uśmiechasz się blado, całując w policzek.
-Zasługujesz na coś więcej niż Ja.
Szepczesz wprost do Jego ucha. Czujesz jak kręci głową. Zagryzasz wargi, czując na nich słony posmak łez.
-Kocham Ciebie, Lea. Może nie jestem taki jak Andreas, ale kocham Cię i tego już nie zmienię, wybacz.
Rzuca, pośpiesznie kierując się w stronę wyjścia. Nie chcesz żeby odchodził. Podnosisz się z łóżka, doganiając Go. Łapiesz Jego dłoń, zmuszając tym samym, aby na Ciebie spojrzał.
-Nie odchodź.
Mówisz, spoglądając prosto w Jego oczy.  Nie odsuwasz się, gdy wasze twarze nagle się do siebie zbliżają. Nie odpychasz Go, gdy Jego wargi, muskają twoje. Wręcz przeciwnie, pogłębisz pieszczotę. Wiesz, że będziesz tego żałować, ale w obecnej chwili, czujesz, że tego właśnie chcesz.
Łzy bezwładnie spływają po twoich policzkach, mieszając się z waszymi, złączonymi wargami. Chłopak odrywa się od Ciebie, a Ty wbijasz w Niego zdezorientowane spojrzenie.
-To nie powinno się zdarzyć. Lepiej jeśli o tym zapomnisz. Tak będzie lepiej.
Rzuca cicho, opuszczając twój pokój. Kręcisz głową, upadając bezwładnie na chłodną podłogę. Ukrywasz swoją twarz w dłoniach, nie potrafiąc powstrzymać łez. Uśmiechasz się ironicznie do własnego odbicia, nie potrafiąc się nawet przed samą sobą usprawiedliwić. Jak teraz spojrzysz w oczy Andreasa?
Pukanie do drzwi. Drżysz, spoglądając na nie zaszklonym wzrokiem. Kręcisz głową, po cichu zmierzając w stronę łóżka. Układasz się wygodnie na poduszce, wtulając jej delikatny materiał z całych sił do piersi.
-Lea. Wiem, że tam jesteś. Proszę otwórz.
Zagryzasz wargi, coraz mocniej zaciskając w swoich dłoniach, materiał prześcieradła. Jego głos zadaje Ci jeszcze większy ból. Zaciskasz powieki, czując zżerające od środka poczucie winy. Wyrzuty sumienia, które nie pozwalają Ci w spokoju oddychać. Z każdym nabieraniem oddechu czujesz ukłucie w sercu.
Zamglonym wzrokiem starasz się odnaleźć swój telefon. W książce telefonicznej mozolnie odszukujesz najpotrzebniejszego w obecnej chwili numeru. Przez moment zastygasz w swojej pozycji, a opuszek twojego palca naciska bezwładnie na zieloną słuchawkę.
-Słucham…?
Milczysz. Starasz się zebrać w sobie, a zamiast tego z twojego gardła wydobywa się pusty szloch.
-Lea. Lea to Ty?
-T-tak.
Szepczesz słabym głosem, zajmując miejsce na parapecie. Czubek swojej głowy przykładasz do chłodnej szyby, opuszkami palców błądząc po jego gładkiej tafli.
-Stało się coś?
Pyta, na co Ty przytakujesz głową.
-Chciałabym, żebyś tutaj była. Potrzebuję Cię.
Wychrypujesz z trudem, tępym wzrokiem błądząc po rozciągającym się zza oknem, wiosennym krajobrazie Planicy. Sznurujesz wargi, zamykając oczy.
-Kochanie, co się stało? Martwię się , powiedz wreszcie coś. Lea! Lea , słyszysz Mnie?
Jej głos zdaje się do Ciebie nie docierać, ale za to docierają inne rzeczy. Łzy spływają po twoich policzkach, a telefon  wysuwa się z ręki, bezwładnie spadając na ziemię. Chciałabyś wrócić do dni, gdy byłaś zwykłą dziewczyną. Gdy twoim jedynym problemem było wybranie odpowiedniej szkoły i nauka. Chciałabyś wrócić do czasów gdy skoki były twoją jedyną miłością. Ale wiesz, że nie możesz. Jest za późno, a za popełnione błędy trzeba zapłacić.


Godziny mijają, a Ty nawet na moment nie opuściłaś swojego pokoju. Leżysz bezwładnie na swoim łóżku, tępo wpatrując się w sufit. Lekceważysz nawet dzwoniący co chwilę telefon. Masz już dość.
-Lea.?
Słyszysz cichy głos. Drżysz mimowolnie, dostrzegając zmartwioną twarz Andreasa. Rozklejasz się , gdy Jego ramiona otulają twoje ciało.
-Przepraszam.
Szepczesz, na co chłopak oddala się od Ciebie, lustrując bacznym spojrzeniem.
-Ale za co, skarbie?
Pyta z łagodnym uśmiechem, gładząc swoimi dłońmi twój policzek.
-Ja…ja chcę być z Tobą szczera. Kocham Cię, ale…, ale On też nie jest Mi obojętny. Jesteś dla Mnie ważny. Bardzo. Wciąż jesteś, mam nadzieje, że Mi wybaczysz.
Zakańczasz swój monolog, ukrywając twarz w Jego ramionach. Nie potrafisz spojrzeć Mu w oczy. Nieprzyjemne ciepło wstydu przepala delikatną skórę policzków.
-Całowałam się z Marinusem.
Mówisz po chwili ciszy. Wiesz, że Cię usłyszał. Czujesz jak każde z Jego mięśni się napina. Zagryzasz wargi, podnosząc niepewnie spojrzenie. Widzisz Jego twarz. Skamieniały uśmiech i tępe spojrzenie , w bite w jakiś punkt na ścianie.
-Powiedz coś. Powiedz coś proszę.
Mruczysz , na co On odpycha Cię od siebie. Upadasz bezwładnie na łóżko, spoglądając na Niego spod kosmyków włosów.
-Zawiodłaś Mnie.
Krzyczy, opuszczając twój pokój. Kręcisz głową, podążając tuż za Nim. Przystajesz na szczycie schodów, obserwując zaszklonym wzrokiem , oddalająca się sylwetkę chłopaka.
-Andreas!
Krzyczysz, zginając się w pół. Upadasz na chłodną posadzkę, ukrywając swoją twarz w dłoniach. Kiedyś byłaś zwykłą dziewczyną chorą na białaczkę, a dzisiaj? Dzisiaj bawisz się w pieprzoną femme fatale.
Wracasz cała roztrzęsiona do swojego pokoju. Nie potrafisz nawet spojrzeć na siebie w lustrze. Ranisz wszystkich, którym na Tobie zależy. Sięgasz do szafy, z której wyciągasz swoją walizkę. Rzucasz ją na łóżko. Podążasz nerwowo po pokoju, zbierając każdą z rzeczy należąca do Ciebie. Wrzucasz je do torby, zapinając na koniec.
-Lepiej będzie jeśli wyjadę.
Szepczesz sama do siebie, stawiając torbę przy drzwiach. Wodzisz wzrokiem po pomieszczeniu, starając się dostrzec, czy każda z twoich rzeczy znajduje się w walizce.
Zajmujesz miejsce na drewnianym krześle, wyciągając ze swojej torby , karteczkę.

Drogi Andreasie,
Wiem, że teraz na pewno nie chcesz mnie widzieć. Zasłużyłam sobie na to, ale musisz wiedzieć, że wciąż Cię kocham. Do końca życia będziesz najważniejszym mężczyzną w moim życiu. Mam nadzieje, że kiedyś Mi wybaczysz. Proszę tylko o to.
Twoja Lea.

Łkasz cicho, zginając kartkę w pół. Odkładasz ją na bok, sięgając po kolejną.

Drogi Mariunusie,
Źle zrobiłam, że pojawiłam się w  twoim życiu. Może gdybyś wtedy, w szpitalu się nie pojawił. Gdybyś wtedy tak bardzo nie chciał ratować mojego życia, może dzisiaj każdy byłby szczęśliwy. Ty z dziewczyną, która da Ci to czego Ja nie potrafię, a Ja w innym świecie. Może wtedy byłoby lepiej?  Chcę, żebyś Mi wybaczył. Jesteś dla Mnie ważny. Kocham Cię. Kocham Cię, ale jak brata. Życzę Ci szczęścia, przy boku kobiety, która da Ci wszystko co najlepsze.
Lea

Na moment zamykasz się w sobie. Odsuwasz od stolika, wybuchając panicznym płaczem. Nie chcesz, ale musisz wyjechać. Tak będzie lepiej. Powrót do Monachium może być najlepszym wyjściem z tej sytuacji.
Zabierasz się do napisania kolejnego listu. Tym razem do swoich rodziców.

Kochana mamo i tato,
Wyzdrowiałam. To cud, ale za razem przekleństwo. Wiem, że te słowa Was ranią. Ranią, tak jak Ja przez cały czas. Mam nadzieje, że Mi to wybaczycie. Jesteście dla Mnie najważniejszymi osobami  w życiu. Nie wiem, czy kiedykolwiek zdołam się Wam odwdzięczyć za wszystko co otrzymałam w swoim życiu od Was. Postanowiłam na kilka dni wyjechać do Monachium. Proszę nie dzwońcie do Mnie. Nie piszcie. Muszę przemyśleć kilka spraw i wrócę. Obiecuję.
Kocham Was, wasza Lea.

Zabierasz każda z kartek do rąk, kierując się w stronę wyjścia. Łapiesz za rączkę walizki, opuszczając pokój. Przekręcasz kluczyk w drzwiach, nerwowo rozglądając się wokół siebie. Z ukojeniem wsłuchujesz się w panującą na nim ciszę. Uśmiechasz się blado, kierując w stronę recepcji. Przystajesz niepewnie przed kobietą.
-Słucha, w czym mogę Pani pomóc?
-Chciałam się wymeldować oraz poprosić o przysługę.
Mówisz cicho, na co kobieta przytakuję głową. Po krótce opowiadasz Jej na czym ma polegać Jej zadanie.
-Dobrze, nie ma sprawy. Na pewno przekażę.
Mówi, na co Ty uśmiechasz się łagodnie.
-Dziękuje.
Dodajesz cicho, kierując się w stronę wyjścia. Przystajesz przy drodze, spoglądając wokół siebie, aby dostrzec zamówioną przez recepcjonistkę  taksówkę. Wzrokiem wodzisz po zachmurzonym niebie, czując jak po policzku spływa pojedyncza łza.
-Tak będzie lepiej.
Wychrypujesz z trudem, zaciskając swoje powieki. Nie jest Ci łatwo, ale ten wyjazd Ci pomoże. Powrót do domu. Do prawdziwego miejsca na ziemi. Ścierasz opuszkiem palców łzę, zajmując miejsce na tylnym siedzeniu samochodu.
-Na lotnisko , proszę.
Rzucasz cicho, a mężczyzna przytakuje głowa, ruszając przed siebie.


Od autorki:

To mnie teraz chyba naprawdę Bóg opuścił. ! Nie wiem sama co robię, ale chyba tak miało być. Serio, chyba. Mam nadzieje, że Wam się podoba, bo mnie nie za bardzo. Miała być krótka historia, przepełniona smutkiem i łzami, a po woli staje się jakimś badziewnym romansidłem. Przepraszam. Przepraszam jeśli zawiodłam, ale mimo wszystko czekam na Waszą opinię. Pozdrawiam i do napisania ;* Kiedy przyjdzie weekend nadrobię u Was wszystko. Mam nadzieje, że dacie Mi czas, bo po woli muszę zacząć się odnajdywać w szkole, która zaczyna się już w środę :(
Nick wracaj szybko do zdrowia! Szkoda Mi Go taki sympatyczny skoczek, nawet w chwili gdy nieśli Go na noszach  nie opuszczał Go dobry humor  i machał flagą USA. Wracaj szybko. !!

sobota, 3 stycznia 2015

Dziesiąty : Nie odchodź.


Otwierasz mozolnie ociężałe powieki, rozglądając się zamglonym spojrzeniem po hotelowym pokoju. Krzywisz się, gdy w środku panuje pół mrok. Syczysz cicho ze złości, mówiąc do siebie, że zaspałaś. Starasz się odnaleźć po omacku swój telefon, jednak nigdzie go nie ma. Jęczysz z niezadowolenia, staczając się bezwładnie z łóżka. Twoje bliskie spotkanie z podłogą nie należy do zbytnio przyjemnych. Podnosisz się z chłodnej ziemi, dłonią masując obolałe miejsce. Przystajesz przed wielkim lustrem, przeczesując dłonią, rozczochrane włosy. Uśmiechasz się blado, kierując się w stronę łazienki. Masz ochotę na ciepły prysznic. Czujesz, że z pójścia na konkurs już nici, więc postanawiasz się odświeżyć i spotkać ze swoim chłopakiem. Uśmiechasz się sama do siebie, odpinając guzki swojej koszuli, która ląduje z resztą ubrani po chwili, w samym kącie pomieszczenia. Kręcisz głowa, wchodząc po ciepłe stróżki wody. Dłońmi rozcierasz owocowy żel pod prysznic, po rozgrzanej skórze. W twojej głowie panuje burza myśli. Na pierwszy plan wydobywa się jednak dobitnie wizerunek twojego przyjaciela. Od jakiegoś czasu nie potrafisz Go zrozumieć. Rzadko się z Tobą spotyka. Nie odbiera telefonów i nie odpisuje na wiadomości, a dzisiaj? Dzisiaj jakby nigdy nic po prostu się odzywał. Wzdychasz ciężko, otulając się szczelnie ręcznikiem. Opuszczasz kabinę prysznicową, przystając przed zaparowanym lustrem. Dłonią ścierasz skroploną ciecz, uśmiechając się równocześnie do swojego odbicia. Po kilku minutach jesteś już gotowa. Uśmiechasz się ostatni raz do siebie, opuszczając pomieszczenie. Krzywisz się, dochodząc do wniosku, że nie potrafisz odnaleźć sobie zajęcia. Zabierasz telefon z komody, dostrzegając kilkanaście nieodebranych połączeń;  Tata, mama, Andreas, Marinus. Ostatnie imię najbardziej Cię zaskakuje, jednak nie przykuwasz do tego zbytniej uwagi. Chowasz komórkę do kieszeni, opuszczając swój pokój. Spokojnym krokiem błądzisz po hotelowym korytarzu, nucąc pod nosem słowa jednej z piosenek. Nie wiesz nawet kiedy znajdujesz się na parterze. Z zaskoczeniem mijasz recepcje, uśmiechając się blado do siebie.  Błądzisz wokół budynku, nie wiedząc, gdzie tak naprawdę masz się udać. Wzdychasz ciężko, sądząc , że kierunek przed siebie jest dobrą opcją. Spacerujesz w ciszy. Żadnych zbędnych słów, po prostu Ty i otaczająca Cię rzeczywistość. Od jakiegoś czasu miałaś dość zgiełku narastającego wokół twojej osobie. Cisza. I tylko cisza potrafi wyleczyć Cię z tej nienawiści. Nie zauważasz nawet kiedy Planica tonie w całkowitym mroku. Z jeszcze większym uśmiechem obserwujesz oświetlone miasto. Miasto, w którym rozpoczyna się nowe życie.
-Lea..?
Podskakujesz ze strachu, nerwowo rozglądając się wokół siebie. Kamień spada Ci z serca, gdy przed sobą dostrzegasz wizerunek bruneta.
-To tylko Ty.
Szepczesz cicho, uśmiechając się przelotnie. Chłopak wyrównuje się z Tobą krokiem.
-Martwiliśmy się o Ciebie. Nie odbierałaś telefonów.
Słyszysz żal płynący z Jego ust. Uśmiechasz się krzywo, stając przed Nim, uniemożliwiając Mu tym samym dalsza drogę. Krzyżujesz dłonie na piersiach, bacznie się Mu przyglądając.
-I to właśnie TY mówisz Mi o nieodbieraniu telefonów.
Pytasz , wbijając wskazujący palec w Jego klatkę piersiową. Chłopak przygląda Ci się z zaskoczeniem, na co Ty po prostu Go wymijasz.
-Czas nauczyć się obsługiwać telefon, Panie Kraus.
Rzucasz , kierując się w powrotną drogę. Lekceważysz nawołujący głos przyjaciela. Czujesz się źle. Czujesz się dziwnie. Nie potrafisz określić swojego postepowania. Przecież Marinus jest dorosły. Wie co robi, a Ty obrażasz się na Niego za to, że nie odbierał głupiego telefonu? Nagle twój chód zamienia się w maratonowi  bieg. Jesteś sama. Sama w obcym mieście. Sama na sercu i ciałem. Masz już dość obecności. Masz dość bycia w gronie zainteresowania. Chcesz odpocząć. Tak. Teraz. Dzisiaj. Masz już dość tej cholernego zamartwiania się o Ciebie, ale też bezsensownego zamartwiania się z twojej strony.
-Chciałaś dorosłego życia , to je masz.
Rzucasz oschle do siebie, zajmując miejsce pod jednym z drzew. Opierasz swoje plecy o jego konar, obserwując tępym spojrzeniem panoramę Planicy. Widzisz skocznie, które idealnie komponują się ze  zmrokiem. Uśmiechasz się blado. Myślami powracasz do przeszłości. Bolącej, a za razem szczęśliwej. Pamiętasz kiedy z radością stanęłaś pewnego dnia przed ojcem, ubrana w przykrótkawy kombinezon, kask, gogle i narty.

-Chcę skakać, tatusiu!
Rzuciła mała dziewczynka, zaskakując tym samym swojego ojca. Mężczyzna z uśmiechem, przykucł przed Nią.
-Dobrze. Jeśli tego chcesz, ale musisz podrosnąć, żeby móc skakać na większych skoczniach.
Dziewczynka posmutniała, ale wiedziała, że od czegoś musi zacząć. Z biegiem czasu, zdołała zaprzyjaźnić się z każdą skocznią. Puchar Kontynentalny stał się przeszłością, a jej wizerunek można było dostrzegać w każdym konkursie żeńskiego Pucharu Świata. Szkoda, że choroba, tak brutalnie odebrała każde z marzeń.

Uśmiechasz się przez łzy, zagryzając delikatnie dolną wargę. Co wspomnienie nie potrafiłaś sobie z tym radzić. Byłaś jedną z faworytek do triumfu w całym cyklu, a nawet do zdobycia medalu na Mistrzostwach. Szkoda, że przez białaczkę, każde z marzeń umarło. Pamiętasz ten dzień. Chwilę , w której nie czułaś się najlepiej. Każdy mówił Ci, abyś odpuściła, ale Ty byłaś zbyt  ambitna. Nie mogłaś odpuścić. Siadłaś na belce, niemal zsuwając się z niej, jednak obiecałaś sobie , że oddasz ten skok. Nie oddałaś. W powietrzu nie potrafiłaś utrzymać stabilnej sylwetki. Jeden podmuch wiatru i bezwładnie staczałaś się po buli. Można powiedzieć : Miałaś szczęście w nieszczęściu. Dzięki temu wypadkowi, lekarze stwierdzili u Ciebie chorobę, może gdyby nie on, nigdy byś się o niej nie dowiedziała. Po tamtym czasie nie wróciłaś już na skocznie. Strach po upadku wywarł duże znamię na twojej psychice.
-Lea.
Słyszysz nad sobą ciepły głos chłopaka. Lekceważysz Go, wpatrując się tępo przed siebie. Łzy bezwładnie spływają po twoich policzkach.
-Miałem powód…
Zaczyna cicho, zwracając tym samym twoją uwagę. Wpatrujesz się w Niego, oczekując słów wyjaśnienia. Ale czy Ty możesz tego w ogóle oczekiwać?
-Musiałem przemyśleć i zaakceptować kilka spraw. Może kiedyś Ci o nic opowiem, jednak na obecną chwilę jest to nie możliwie, Li.
Szepcze cicho, całując Cię w policzek. W ostatniej chwili chwytasz Go za ramię, wpatrując tępo w Jego oczy.
-Nie odchodź. Tylko nie odchodź, proszę.
Wychrypujesz z trudem, ale On Ci nie odpowiada. Odchodzi, a Ty czujesz, jakby wszystko wokół się rozsypywało w malutkie kawałeczki. Kręcisz głową, ale Jego już nie ma.
-Marinus!
Krzyczysz, ale odpowiada Ci tylko cisza.
-Wróć , proszę. Zależy Mi na Tobie.
Dodajesz już sama do siebie. Pierwszy twój dzień w Słowenii, a Ty już zdołałaś utracić najlepszego przyjaciela. Gratulacje Lea!



Od autorki:
Nie rozumiem Mariunusa. Siebie też już nie rozumiem. Chcę w tym opowiadaniu zrobić coś takiego, a jednak wiem, że to bezsensu! Ehh…nie wiem jak to będzie. Mam nadzieje, że podoba Wam się ten rozdział : ) Dziękuję za Waszą obecność. ;* Kocham Was <3
Buziaki ;*

P.s Mam do Was króciutkie pytanko: Wybieracie się  do Zakopanego na skoki? Ja w tym roku a i owszem. :)
P.s. 1. Dla dobrego humoru, polecam ten filmik ! :D  Kocham Ich <3

Zapraszam też na coś nowego ! :)
Naiwne serce

czwartek, 1 stycznia 2015

Dziewiąty : Naprawdę Mi na Tobie zależy.

Nie masz sił. Nie czujesz się dobrze. Łzy całkowicie przysłaniają Ci obraz na otaczającą Cię rzeczywistość. Łkasz cicho, zaciskając szczelnie w swoich dłoniach materiał rękawów kurtki. Boisz się wrócić do domku, ale w obecnej chwili nie masz wyjścia. Wzdychasz głośno, z trudem przełykając ślinę.
-Lea!
Słyszysz za Sobą. Drżysz, gdy Andreas znajduje się przed Tobą i przytula do siebie z całych sił. Jest Ci to obojętne. Masz to gdzieś. Przyzwyczaiłaś się już do tego. Do spojrzenia wyższości i pogardy. Do milczenia związanego z brakiem idealnych słów.
-Przepraszam Cię. Nie powinienem się tak zachować. Wybacz Mi.
Wbijasz swoje spojrzenie przed sobą. Nie masz ochoty wpatrywać się w Jego oczy. Dostrzegać to jak się Tobą brzydzi. Krzywisz się, czując spływające po policzku łzy.
-Odejdź Andreas. Szkoda twojego i mojego czasu.
Odpowiadasz cicho, wymijając Go. Otępiale wpatrujesz się w biały puch, którym usłany jest każdy milimetr miasta. Kiedy znajdujesz się poza zasięgiem skoczni, rozklejasz się. Masz dość wszystkiego. Nic nigdy nie zadało Ci podobnego bólu, jak ta jedna chwila, w której nagłe Kocham Cię zamieniło się w zwykłe kłamstwo. Ocierasz opuszkami palców łzy, przysiadając na pobliskiej ławeczce. Układasz swoje nogi po nią, wbijając swoje spojrzenie w asfaltowej ziemi. Przed przyjściem tutaj czułaś nadzieję. Niezrozumiała siłę, która kazała Ci się tutaj skierować, a teraz? Nie czujesz niczego, prócz nieprzyjemnego bólu, przeszywającego wnętrze. Sznurujesz wargi, podnosząc zaszklony wzrok na masywną skocznię, malującą się między nagimi gałęziami drzew.
-Lea, to Ty?
Niepewnie podnosisz swój wzrok, który spoczywa na twarzy twojej szkolnej przyjaciółki. Uśmiechasz się blado, co szatynka odwzajemnia.
-Co się z Tobą działo? Nie widziałam Cię w szkole od jakiegoś miesiąca. Martwiłam się o Ciebie. Nie odbierałaś telefonów, wszystko w porządku?
Spoglądasz na Nią przez łzy, kręcąc głową.
-Nic nie jest w porządku i już nigdy nie będzie.
Wychrypujesz z trudem. Podnosisz się z miejsca, biegnąc przed siebie. Zdajesz się być głucha na nawoływania przyjaciółki. Obiecałaś sobie kiedyś, że Nikt już nigdy  nie będzie cierpiał przez Ciebie. Postanawiasz dotrzymać słowa. Będziesz walczyć, ale tylko dla swoich rodziców. Dla słabego uśmiechy na ich ustach i wiary, że wszystko się ułoży. Swoje życie dedykujesz tylko Im.
Wracasz do domu. Miałaś już dość bezczynnej tułaczki po mieście. Starasz się bezszelestnie przekręcić klucz  w drzwiach. Dziwisz się gdy w domu panuje ciemność i cisza. Zatrzaskujesz za sobą drzwi, ściągając ze swoich nóg przemoczone buty. Oddalasz się na kilka kroków, zsuwając ze swoich ramion zimowa kurtkę. Odrzucasz ją niedbale na wieszak, kierując się w stronę swojej sypialni. Suniesz bezwładnie po schodach, przystając przed drzwiami. Naciskasz na klamkę niepewnie, odpychając je od siebie.
Kręcisz głową z niedowierzaniem.
-Co Ty tutaj robisz?
Krzyczysz. Twój głos bezwładnie odbija się od ścian pokoju, natrafiając wprost w chłopaka. Andreas kieruje się w twoim kierunku, lekceważąc całkowicie twoje pytanie. Oddalasz się od Niego.
-Ogłuchłeś? Pytałam Co Ty tutaj robisz?
Ponawiasz pytanie, a On bezczelnie Cię całuje. Przez pierwszą chwilę otępiale się w Niego wpatrujesz, ale później odwzajemniasz pocałunek. Nie czujesz się z tym dobrze, aczkolwiek pragniesz tego. Od dłuższego czasu o tym myślałaś, ale bałaś się zrobić pierwszy krok. Bałaś się zbliżyć do chłopaka. Nie chciałaś żaby cierpiał, kiedy odejdziesz. Nie chciałaś, żeby powtórzyła się historia ta , co z Karlem.
Odpychasz skoczka od siebie, kręcąc głową ze łzami w oczach.
-Prosiłam Cię o coś, pamiętasz?
Pytasz bezgłośnie, bacznie się Mu przyglądając. Widzisz jak gorączkowo zaczyna nad czymś rozmyślać, po chwili przytakuje głową, na co Ty uśmiechasz się krzywo.
-Powinneś sobie wziąć moje słowa do serca.
Rzucasz oschle, wymijając Go. Zajmujesz miejsce przy oknie, wpatrując się tępo w dom naprzeciwko. Nie chcesz płakać, ale w obecnej chwili tylko na to Cię stać. Z trudem przełykasz ślinę, silnie sznurując wargi.
-Lea porozmawiaj ze Mną. Musisz też zrozumieć mnie. Sądziłem, że moje życie zawsze będzie łatwe. Dziewczyny same do Mnie leciały.
Prychasz cicho, kręcąc z cynicznym śmiechem głową.
-Sądziłeś , że jestem taka sama?
Pytasz cicho, spoglądając na Jego twarz. Kreci przecząco głową.
-Nie chciałem żebyś tak mnie zrozumiała. Chciałem powiedzieć, że zmieniłem się. Nie jestem już tamtym Andreasem. Zmieniłem się dla Ciebie.
Przykuca przed Tobą, odwracając krzesło w swoim kierunku. Przyglądasz się Mu uważnie.
-Skąd mam pewność, że za kilka dni Ci się nie znudzę? Że w chwilach najtrudniejszych nie powiesz, że to Cię przerasta i musisz odpocząć?
Twój głos ledwo wydobywa się z gardła. Oddychasz przez łagodnie rozchylone wargi, łapczywie pochłaniając rześkie powietrze, docierając przez otwarte okno.
-Nigdy Cię nie zostawię. Zaufaj Mi. Naprawdę Mi na Tobie zależy. Kocham Cię.
Szepcze, gładząc dłonią twój policzek. Przymykasz powieki. Czujesz jak opiera swoje czoło o twoje. Uśmiechasz się łagodnie, gdy swoimi wargami muska twoje. Chcesz Mu zaufać. Pragniesz poczuć, że ktoś Cię kocha. Prawdziwie. Bez patrzenia na innych i bez wstydu.
-Spróbujmy.
Wychrypujesz cicho, muskając wargami czubek Jego nosa. Widzisz jak się uśmiecha i mocno Cię do siebie przytula.
-Będę przy Tobie zawsze.
Szepcze tuż nad twoim uchem, delikatnie drażniąc go ciepłem swojego oddechu. Uśmiechasz się łagodnie, układając swój policzek na Jego ramieniu. Czujesz się szczęśliwa. Tak bardzo, że oddajesz Mu własne serce.

*

Każde z dni mija bardzo szybko. Nie dostrzegasz nawet kiedy skoczny sezon dociera końca. Z uśmiechem oczekujesz na spotkanie ze swoim tatą i Andreasem. Nie widziałaś ich już od kilku tygodni. Stęskniłaś się.
Spokojnym krokiem przemierzasz teren znajdujący się wokół skoczni. Planica. Stolica skoków w Słowenii. Podnosisz łagodnie swoją twarz ku górze. Uśmiechasz się, gdy na swoich policzkach czujesz przyjemne ciepło słonecznych promieni. Opuszkami palców poprawiasz łagodnie zsuwające się z nosa przeciwsłoneczne okulary.
-Lea!
Odwracasz się na pięcie, rozglądając się wokół siebie. Uśmiechasz się szeroko, gdy w oddali dostrzegasz sylwetkę swojego przyjaciela.
-Marinus.
Mówisz , witając się z Nim buziakiem w policzek. Oddalasz się od chłopaka, spoglądając w Jego niebieskie tęczówki. Czujesz się dziwnie, nie potrafiąc oddalić od nich swojego wzroku. Uśmiechasz się krzywo.
-Fajnie, że przyjechałaś. Wellinger na pewno się ucieszy.
Przytakujesz bezwładnie głową, wbijając swoje spojrzenie w  asfaltowej ziemi. Od jakiegoś czasu zdaje się jakby brunet Cię ignorował. Starał się unikać twojego towarzystwa. Gdy tylko wykręcałaś Jego numer, on odrzucał połączenie. Wzdychasz ciężko, ukrywając swoje dłonie w kieszeniach spodni. Podnosisz wzrok na swojego przyjaciela. Przyglądasz się Mu z uśmiechem. Jego dziecinna twarz i beztroskie spoglądanie na otaczająca rzeczywistość.
-Muszę już lecieć. Do zobaczenia później.
Rzuca pośpiesznie, żegnając się z Tobą z oddali.  
-Do zobaczenia.
Szepczesz już sama do siebie, kierując się w stronę hotelu. Odbierasz z recepcji swój klucz, opierając się plecami o ścianę, znajdującą się obok windy. Cichy dźwięk wybudza Cię z zamyślenia. Zajmujesz miejsce w windzie, naciskając przycisk z odpowiednim piętrem. Z otępieniem wpatrujesz się w swoje odbicie w szybie. Uśmiechasz się łagodnie, gładząc dłonią kosmyki włosów. Na szczęście odrosły. A na kolejne obcinanie nie ma potrzeby. Białaczka jakby nagle wstąpiła w stan hipernacji. Każde z badań wyszło bardzo dobrze, a przeszczep nie jest już nawet potrzebny. Opuszczasz windę, kierując się w stronę swojego pokoju. Przekręcasz klucz w drzwiach, zatrzaskując je po chwili za sobą. Opadasz bezwładnie na łóżko , wtulając swoją twarz w chłodną poduszkę. Chwila snu i po południu na skocznię.


Od autorki:
Kolejny rozdział. Już dziewiąty. Jestem zadowolona z niego. Mam nadzieje, że Wy również. Czekam na waszą opinię : )
Chciałabym Wam również życzyć SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU. Dużo zdrowia. Szczęścia. Spełnienia marzeń i wszystkiego czego sobie życzycie, aby się spełniło w tym roku. 
Mam pytanie: O kim chciałybyście przeczytać opowiadanie w moim wykonaniu? W grę wchodzą oczywiście skoczkowie. Piszcie w komentarzach wasze propozycje !
Do napisania ;* 

niedziela, 28 grudnia 2014

Ósmy : Tutaj nie chodzi o Ciebie, a o Mnie.

-Dlaczego się nie odzywałeś?
Pytasz ponownie, jak najciszej potrafisz. Boisz się odpowiedzi. Po chwili żałujesz, że pozwoliłaś temu pytaniu, opuścić twoje myśli.
Spuszczasz głowę, zajmując miejsce na pobliskim murku. Dłonią strzepujesz pozostałości śniegu na nim, obserwując nikle, blade płatki , które rozpuszczają się w twojej dłoni. 
-Musiałem sobie to wszystko na spokojnie poukładać . Wybacz Lea. Tutaj nie chodzi o Ciebie, a o Mnie.
Mówi, a Ty wpatrujesz się w Niego z osłupieniem. Kręcisz głową, czując piekące w kącikach oczu, łzy.
-Nie musisz Mi niczego tłumaczyć . Rozumiem wszystko bardzo dobrze.
Zeskakujesz z miejsca, kierując się przed siebie. Nie zważasz na nawołania ze strony skoczka. Lekceważysz je, kierując się przed siebie. Dopiero po jakimś czasie, spoglądasz za siebie. Zamglonym spojrzeniem lustrujesz Jego sylwetkę, kręcąc głową
-Zawiodłam się na Tobie, Andreas!
Szepczesz przez łzy, biegnąc przed siebie.

*

Z otępieniem wpatrujesz się w znikając coraz bardziej z pola twojego widzenia, sylwetkę dziewczyny. Klniesz pod nosem, z całych sił kopiąc pobliski konar drzewa. Oblizujesz językiem spierzchniętą wargę, spoglądając na Nią ostatni raz. Widzisz jak stoi. Wpatruje się w Ciebie. Czujesz Jej ból. Widzisz łzy , szklące się w Jej oczach i wargi. Wargi, które szepczą, tak brutalnie raniące Cię słowa. Kręcisz głową, przeczesując dłonią włosy. Nie zważałeś na to, że jest zimno, a na twojej głowie nie spoczywa sponsorowska czapka. W obecnej chwili liczyła się twoja głupota. Zraniłeś Ją. Jakby już nie starczało Jej bólu i smutku.
Po chwili dociera do Ciebie wszystko. Ile sił w nogach biegniesz w kierunku, w którym udała się Lea. Bacznym wzrokiem otulasz pobliskie okolice, starając się dostrzec smukłą sylwetkę dziewczyny. Kiedy Ją widzisz, zwalniasz krok. Z każdym milimetrem, słyszysz Jej płacz. Krzywisz się , czując niemiłosierne ukłucie w klatce piersiowej. Twoje serce. Serce bijące właśnie dla Niej.
-Przepraszam za to, że jestem idiotą. Przepraszam za to, że nie było Mnie przy Tobie, kiedy potrzebowałaś Mnie najbardziej. Wybacz za to, że nie potrafię być idealny. Przepraszam po prostu za wszystko…
Stajesz tuż za Nią. Czujesz jak drży, gdy dotykasz Jej ramienia. Widzisz też jak pośpiesznie strzepuje twoją dłoń, oddalając się od Ciebie na kilku centymetrową odległość. Widzisz ból kotłujący się w Jej ciemnych tęczówkach.
-Przepraszam. Przepraszam. Przepraszam, Lea.
Krzyczysz, ale Ona wciąż wpatruje się w Ciebie z pogardą. Widzisz w Jej oczach ból i słowa, które echem odbijają się w twoich myślach. Kręci głową, ciężko oddychając. Zbliżasz się do Niej, jednak ona odsuwa się po raz kolejny. Nie chce twojej pomocy, a Ciebie to nie dziwi. Spuszczasz głowę. Po raz pierwszy jest Ci głupio, Wellinger!
Wzdychasz cicho, zbierając się w sobie. Czujesz jak coś w Tobie pęka.
-Jak wyniki?
Pytasz, naiwnie wierząc, że odpowie. Spoglądasz na Nią , spod niesfornych kosmyków włosów. Nawet nie miałeś kiedy wybrać się do fryzjera, Andreas! Spoglądasz na Nią z uczuciem. Nigdy nie czułeś niczego podobnego. Ona była wyjątkowa. Dla Ciebie. Dla twojego serca. Od zawsze traktowałeś każdą dziewczynę jako Tą na jedną noc, bo One same miały Cię za takiego. Z Leą miałeś inaczej. Od kąt Ją poznałeś , czułeś, że Ona jest inna. Jej charakter. Uśmiech. Wszystko było dla Ciebie idealne. Uśmiechasz się sam do siebie, dopiero po chwili dostrzegając, że Ci się przygląda. Wbijasz w Jej załzawione oczy, swój wzrok, starając się ,aby zobaczyła, to czego nie potrafisz w obecnej chwili z siebie wydusić. Słyszysz Jej cichy szloch. Łkanie, które przeszywa twoje myśli, zadając niemiłosierny ból.
-Lea, proszę powiedz coś. Cokolwiek. Proszę.
Szepczesz cicho, opuszkami palców gładząc Jej dłoń.
-Nie mamy o czym rozmawiać, Andreas. Bo o czym masz rozmawiać z dziewczyną, która za kilka dni może umrzeć? No o czym? Jak jest po drugiej stronie ?
Kręcisz głową.
-Nie , Lea nie umrzesz. Nie pozwolę Ci na to, rozumiesz?
Syczysz, zaciskając swoje dłonie wokół Jej nadgarstków. Delikatnie otulasz swoja dłonią , Jej podbródek, podnosząc go łagodnie tak, aby spojrzała w twoje oczy. Odwraca wzrok. Uśmiechasz się blado, ponawiając swój ruch. Teraz już się nie wyswabadza z twojego uścisku, ani nie odwraca spojrzenia. Puszczasz uścisk, otulając swoją ręką Jej policzek. Czujesz Jej ciepło. Przytulasz Ją do siebie z całych sił. Czujesz, że na to czekałeś przez te ostatnie dni. Żeby poczuć Ją przy sobie. Aby mieć w swoich ramionach cały swój świat. Uśmiechasz się szeroko, zaciskając swoje ramiona. 
-Kocham Cię , Lea. Kocham Cię.
Szepczesz nad Jej uchem, całując przelotnie w policzek. Jednak zamiast uścisku , czujesz ponownie, mocne szarpnięcie. Spoglądasz na Nią zaskoczony, starając się ponownie przytulić, ale Ona znów wyrywa się z twojego uścisku.
-Kochasz Mnie?
Pyta drżącym głosem, spoglądając na Ciebie. Przytakujesz pewnie, oczekując na Jej reakcję. Wpatrujesz się niemo w Jej poczynania. W to jak sięga dłonią po kaptur, spuszczając go. Jak sięga po swoją czapkę, ściągając ją.
-A teraz….teraz też Mnie kochasz?
Szepcze, a Ty spoglądasz na Nią z otępieniem. Chcesz przytaknąć głową, ale coś Ci nie pozwala. Zamiast tego dostrzegasz jak po Jej policzku spływa łza, a z ust wydobywa się ciche wiedziałam. Odchodzi, a Ty wciąż stoisz w miejscu, wpatrując się w Jej znikając po woli sylwetkę. Kręcisz głową, biegnąc za Nią.
-Andreas!
Odwracasz się za siebie, machając na odczepnego dłonią . Podążasz za Nią, ale wtedy czujesz mocne szarpniecie za rękaw kurtki i bezwładnie opadasz na lodowaty śnieg. Jego chłód działa na Ciebie orzeźwiająco. Przywołujesz swoją sylwetkę do pozycji siedzącej. Otulasz ramionami swoje kolana , strzepując pozostałości śniegu na swoim ciele.
-Jestem idiotą, Freitag. Jestem idiotą!
Dodajesz głucho, wpatrując się tępo w kierunku, w którym uciekła dziewczyna.

*

Płaczesz, nerwowo rozglądając się za siebie. Czujesz ulgę, gdy nie dostrzegasz w promilu kilkunastu metrów chłopaka. Nie zniosłabyś dłużej Jego obecności. Opadasz na śnieg, skrywając swoją twarz w dłoniach. Czujesz się podle. Czujesz się źle.
Opierasz się plecami o pobliski domek, ciężko oddychając. Nie potrafisz powstrzymać , napływających falami do oczu, łez. Nie potrafisz również powstrzymać serca, które bije dla jednej osoby. Bije ono dla Andreas.
Szlochasz cicho, przecierając dłońmi , spływające po policzkach łzy. Po chwili masz już dość zimna i postanawiasz wracać do domku, nawinie wierząc, że każde ze skoczków, jest zajęte swoimi skokami.


Od autorki:
Rozdział jest taki , taki…fajny?!  Podoba Mi się ! Nawet bardzo , chociaż ocena należy do Was : ) Bez zbędnego rozpisywania się : ) Czekam na Wasze opinie i dziękuję za każdą z nich. Nawet nie wyobrażacie się jak miło czyta Mi się każde napisane przez Was słowo. Dziękuję !
Do napisania kochane!

P.s.
Chciałam śnieg. Chciałam , a teraz jakoś go już nie chcę. Ehh udajmy , że to co zrobiło dzisiaj Jury nie było, ok?